Niestety 3 tygodnie temu pojawił się w związku z moją ciążą dość poważny problem, a mianowicie mam nadciśnienie. Jest ono związane centralnie z ciążą, gdyż przed ciążą go nie miałam.
Jednak ten temat nie jest mi całkiem obcy ponieważ w pierwszej ciąży nadciśnienie także się pojawiło. Z tym że teraz niestety jest z nim większy problem niż za pierwszym razem. 


Na nadciśnienie związane z ciążą cierpi kilka procent ciężarnych. Najczęściej występuje ono w pierwszej ciąży i pojawia się po 20 tygodniu ciąży. Jest to poważne schorzenie bowiem szkodzi nie tylko matce ale i dziecku. O nieprawidłowym wyniku mówimy kiedy jest ono równe lub większe niż 140 / 90 mmHg O tym jakie skutki negatywne skutki może wywołać nadciśnienie przeczytacie np tu albo tu . Wybaczcie, że Was gdzieś odsyłam ale ja aż się boję o tym pisać. Wystarczy mi że poczytałam. 

U mnie nadciśnienie pojawiło się na początku drugiego trymestru zarówno w pierwszej jak i drugiej ciąży. Z tym, że w pierwszej ciąży łatwiej było je unormować. I wystarczyło jedynie branie leków dwa razy dziennie. Zaś dzień po porodzie ciśnienie znowu było na normalnym poziomie i nie pojawił się w związku z nim żaden problem. 

Tym razem ryzyko wystąpienia nadciśnienia miało być małe. Ale niestety pojawiło się ono w 15 tygodniu ciąży. Na początek znowu leki i monitorowanie ciśnienia. Po 2 tygodniach kontrola. 
Reakcja na leki na tyle kiepska, że ciśnienie często się podnosiło poza dozwolony poziom. I tu już pojawiło się widmo szpitala bowiem jeśli nadal będę mieć takie skoki ciśnienia wyląduję na patologii ciąży. Lekarka pozbawiła mnie złudzeń. Nie będzie innego wyjścia. Co mnie po prostu przeraża i czego sobie nawet nie wyobrażam.
Na chwilę obecną mam zwiększoną dawkę leku do trzech tabletek dziennie i póki co ciśnienie nadal skacze ale mam nadzieję że na dniach się unormuje. Proszę trzymajcie za to kciuki.
Jeśli któraś z Was miała podobny problem to chętnie poczytam jak sobie z tym radziła.  
Zdjęcia zostały wykonane kilka dni temu w 17 tygodniu ciąży. Teraz brzuszek już dobrze widać i nie da się go z niczym innym pomylić :) W te dni wróciło do nas lato. Niestety obawiam się, że tylko na dłuższą chwilę. Mam na sobie rzeczy z mojej zwykłej nieciążowej szafy. 


Spódnicę kupiłam dwa lata temu w F&F i ma ona ten plus że ma dość szeroki pas z rozciągliwej dzianiny więc doskonale nadaje się na spódnicę ciążową. Bluzeczka z esprit jest na tyle długa, że będzie przykrywać brzuszek dość długo. Bynajmniej taką mam nadzieję bo kilka t-shitrów jest już przykrótkich. A żeby mi się rzeczy nie mieszały to te które w ciąży mi się nie przydadzą powędrowały na dno szafy.  Niestety zdjęci były robione w dość mocnym słońcu ale korzystałam z okazji póki mąż miał czas żeby zrobić mi te kilka zdjęć. 







spódnica i torebka F&F, bluzka esprit, buty nn kupione dawno temu w Holandii,
bransoletka DIY


Jakiś miesiąc temu poczyniłam pierwsze ciążowe zakupy. Nie chciałam kupować nowych spodni więc kupiłam przez internet używane. Niestety nacięłam się na tych zakupach. Pierwsze spodnie to bojówki, które są za duże. Ale to akurat pół biedy bo można je ściągnąć w pasie no i bojówki mogą być luźne. Jednak obie pary jeansów okazały się kiepskie z prostego powodu. Są niewygodne. 
Wzięłam się więc za przeróbki. A swoją drogą ostatnio mam tak mało czasu na blogowanie, że przegapiłam 100 000 odwiedzin. Niesamowicie się cieszę, że tyle Was już tu było. 



Najpierw przerobiłam jedne z kupionych jeansów, które miały niski pas, a w niego była wszyta gruba mało rozciągliwa guma. To naprawdę kiepski pomysł żeby tak szyć spodnie ciążowe. Ja myślałam że to jest dzianina rozciągliwa, a nie gruba guma. Postanowiłam więc wszyć normalny panel ciążowy.


Ta guma jak widzicie jest mało praktyczna. Zdecydowałam się więc ją wyciąć razem z czarną tkaniną. Wcześniej chciałam to wypruć ale tak było przyszyte że ze 3 dni bym to pruła. 


Za każdym razem do uszycia nowego panelu używałam starego t-shirta męża. Tutaj odrysowałam sobie kształt panelu mając na uwadze że przód jest bardziej wycięty.


  Tak wygląda to gdy skończyłam wycinać. Tył jest prosty. A przód po łuku. 


Potem trzeba było szyć brzegi pasa ściegiem zygzak. U góry zaś przeszyć i zrobić tunel na gumkę.
Tu pamiętamy że nie zszywamy tunelu do końca bo gumkę trzeba jakoś do niego wciągnąć.
Potem jeszcze trzeba przypiąć panel szpilkami do wewnątrz jeansu i przyszyć. 


Tak wyglądają spodnie z nowym panelem ciążowym. 


Jak mi wszyła powyższa przeróbka wpadłam na pomysł, że doszyję panel ciążowy do moich zwykłych jeansów. Tu spodnie muszą spełniać dwa warunki. Po pierwsze muszą mieć niski stan, najlepiej biodrówki. A po drugie musicie umieć je wciągnąć na siebie bez odpinania bo jak przyszyje się panel to spodnie się wciąga. 


Tu znowu jest potrzebny jakiś kawałek bawełnianej naciągającej się tkaniny bo panel musi być przecież elastyczny i by dopasowywać się do brzuszka. U mnie znowu stary t-shirt. 


Tak jak to pokazałam z pierwszymi spodniami wycinam sobie panel z tkaniny. W tym przypadku uwzględniłam, że panel u dołu musi być równy z obu stron, a nie wycięty w łuk jak poprzednio.


 Brzegi zszyłam ściegiem zygzak. 


Teraz czas na tunel dla gumki.


Tu zaczyna się najtrudniejsze zadanie. Przypinamy panel szpilkami do wewnątrz jeansów. 


Tak to powinno wyglądać po przypięciu. 
Zaczynamy więc przyszywanie. 
Zadanie jest o tyle trudne, że pas jeansach jest gruby, a przyszywamy do niego kolejną warstwę tkaniny. Przyda się więc mocna maszyna, która pociągnie takie grube 
warstwy materiału. 


Przyszywając panel do gotowych normalnych jeansów trzeba uważać na wszelkie nity, guziki i inne metalowe elementy spodni. Ja w ten sposób złamałam igłę kiedy wbiła się w nit. Potem już bardzo uważałam. 


 I panel mamy gotowy. A zwykłe jeansy stały się ciążowymi. Panel przyszywałam raz ściegiem prostym żeby po ciąży można go było łatwo odpruć i spodnie znowu będą zwykłe. Tym samym sposobem przerobiłam też zwykłe legginsy w ciążowe. Zaś drugie jeansy i legginsy czekają w kolejce na przeróbkę. 



Teraz te spodnie są moją ulubioną częścią garderoby bo są bardzo wygodne. Postanowiłam, że nie będę więcej kupować spodni typowo ciążowych tylko przerobię te które mam, a które nadają się na ciążowe bo spełniają dwa warunki, o których wspominałam wyżej. 
Wybaczcie jedynie jakość zdjęć bo wiele z nich robiłam późno wieczorem i warunki były kiepskie. 

Całkiem niedawno bo jakieś 3 tygodnie temu odnawiałam meble w mojej kuchni. Na pomysł ich odnowy wpadłam już jakiś czas temu ale od pomysłu do wykonania upłynęło trochę czasu bowiem najpierw ściany w kuchni wymagały malowania. Ale od początku. Czemu zachciało mi się odnawiać meble kuchenne ?



Otóż te meble mają już ponad 10 lat. Były w takiej zielonej plastikowej okleinie, która z czasem zaczęła wyglądać coraz gorzej, aż w końcu odklejała się od frontów. Wtedy też dojrzałam, że pod tą okleiną jest całkiem ładne drewno i meble wyglądają znacznie lepiej niż z ową okleiną. Postanowiłam więc, że jak już pomaluję ściany to poodrywam ten plastik. 

A jakim cudem odnowiłam kuchnię za całkowitą kwotę 40 zł ? Otóż ku mojemu zdziwieniu okazało się, że te meble wystarczy polakierować żeby je zabezpieczyć przed wilgocią i będą pięknie wyglądać. Myślałam że trzeba będzie użyć więcej lakieru ale jedna litrowa puszka wystarczył na dwukrotne pokrycie frontów mebli. Koszt puszki to ok 30 zł zaś zestaw pędzli kosztował 10 zł. Ot i cały wydatek.
Do tego trzeba doliczyć kilka godzin mojej pracy i kuchnia jest jak nowa. Jak teraz ktoś do nas przychodzi to wpierw co mu się rzuca w oczy to ta kuchnia i słyszymy : o macie nowe meble kuchenne.
Przyznam też że niektóre miejsca mają małe niedociągnięcia ale na wytłumaczenie mam tyle robiłam to późnym wieczorem jak córka szła spać no i robiłam o po raz pierwszy. Bądź co bądź jak i moja rodzinka jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu. Tylko jeden uchwyt jeszcze czeka na wymianę. 
A teraz czas na fotorelację. Wiem że to najciekawsze :)

Tak wyglądały fronty szafek po oderwaniu oleiny. 


Tutaj widać różnicę po nałożeniu pierwszej warstwy lakierobejcy. 


Tym właśnie malowałam i polecam bo nie ma uciążliwego zapachu i schnie ekspresowo. 


Tu już kuchnia jest gotowa. Dwie warstwy lakierobejcy wystarczyły. Pękam z dumy, że tak fajnie mi kuchnia wyszła. 



A tu jedyne zdjęcie jakie znalazłam gdzie widać część szafek w tej zielonej oleinie. Przy okazji moja mała pomocnica w akcji :)


Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jak się chce to wiele rzeczy można zrobić tanio. Trzeba tylko mieć pomysł i chęci :) A jednego i drugiego mi nie brakuje :) To by było na tyle. Udanego weekendu...


Jesteś już w ciąży, cieszysz się ale jedna rzecz spędza ci sen z powiek, boisz się że przytyjesz. 
To już moja druga ciąża więc mam w tym temacie pewne doświadczenie. Często spotykam się z pytaniami ile przytyłaś w ciąży albo nie boisz się że się roztyjesz. No sorry albo chce się mieć dziecko ale szczuplutką sylwetkę. Tak się też składa, że moja przyjaciółka też jest w ciąży i to jej słowa dały mi pomysł na ten post. 
To co tu piszę może się wydać banałami ale doświadczenie pokazuje, że wiele osób o nich nie wie :) 


Odnoszę wrażenie, że wiele dziewczyn / kobiet kiedy już zachodzą w ciążę to zadają sobie to pytanie jak nie przytyć w ciąży. Cieszą się że zostaną mamami ale myśl że ucierpi na tym ich figura przeraża je. Widzę, że ten problem mają zwłaszcza dziewczyny o szczupłej lub wręcz chudej sylwetce, które są w pierwszej ciąży.
One najbardziej przeżywają że stracą swoją szczupłą sylwetkę, a odstający i na początku nie przypominający ciążowego brzuszek jest dla nich powodem do wstydu. Bo ktoś pomyśli że się zapuściła !
Serio to co pomyślą sobie inni o twoim brzuchu jest dla ciebie takie ważne ? No proszę cię.

No więc jak nie przytyć? Najlepiej nie zachodzić w ciążę ! Wiem że to brutalne słowa ale w życiu już tak jest że coś za coś. Chcesz być mamą to musisz się trochę poświęcić. Nikt ci nie da gwarancji że przytyjesz tylko kilka kg równie dobrze może być ich kilkanaście i więcej. Jednak na pocieszenie powiem, że trochę też zależy od ciebie droga przyszła mamo. 

Po pierwsze : Zapamiętaj to że w ciąży wolno jeść za dwoje to mit i możesz go między bajki włożyć.

Po drugie : Jednak masz jeść DLA WAS DWOJGA. Jeść rozsądnie i zdrowo. To nie czas na dietę 1000 kcal Jak jesteś głodna zjedź coś. I w drugą stronę nie obżeraj się niezdrową żywnością, nie zapychaj głodu pustymi kaloriami. Myśl nie tylko o swojej figurze ale i o dziecku. Wszak one je to co ty. Pomyśl o tym.

Po trzecie : Jeśli lekarz prowadzący ciążę nie widzi przeciwwskazań  możesz się ruszać i uprawiać sport dozwolony dla ciężarnych. Co na przykład? Możesz pływać, spacerować, jeździć na rowerze, uprawiać jogę lub nordic walking, chodzić na fitness dla ciężarnych. Jest w czym wybierać, byle by nie przeforsować organizmu. W myśl zasady co za dużo to nie zdrowo.


I to by było chyba na tyle w kwestii tego na ile masz wpływ na swoje przybieranie na wadze w ciąży.
Jednak jak by nie patrzeć nie da się uniknąć zwiększenia wagi. Powiększająca się macica, wody płodowe, łożysko no i najważniejsze same dziecko będą rosnąć i ważyć coraz więcej. Przez co ty także.
Przyznam, że w pierwszej ciąży los był dla mnie łaskawy. Przytyłam tylko 10 kg i po powrocie do domu ze szpitala ważyłam już tyle co przed ciążą. A w miesiąc później nosiłam już swoje ubrania sprzed ciąży.
Jak będzie tym razem? Nie wiem. Na razie nic przerażającego w kwestii wagi się nie dzieje.
Na koniec mała tajemnica, o której możesz nie wiedzieć karmienie piersią rewelacyjnie wypływa na mamę, która dzięki temu chudnie. Przetestowałam na sobie przez 9 miesięcy ale o tym napiszę kiedy indziej. 


Domowy budyń czekoladowy lub waniliowy łatwy w wykonaniu, smaczny i zdrowy. 


Szczerze przyznam, że do niedawna nie wiedziałam, że można zrobić budyń w domowy sposób, zamiast tego z torebki. Dowiedziałam się o tym przeglądając starą książkę kucharską mojej teściowej. Książka jest gdzieś z lat 60 tych i było w niej wiele przepisów na domowe potrawy, które dziś są zastępowane tymi w torebkach. A, że jestem coraz bardziej nastawiona na zdrowe jedzenie bez chemii toteż wczoraj wypróbowałam przepis na domowy budyń. Ja akurat zgodnie z zamówieniem córki robiłam czekoladowy. Robi się go naprawdę łatwo i szybko bo w ok 20 minut.

Składniki : u mnie wyszło z tego 5 salaterek, można składniki zmniejszyć np. o połowę :)

- mleko 1 litr (można mniej u nas robiłam budyń dla 4-5 osób)
- 3-4 łyżki mąki ziemniaczanej (w zależności czy wolicie budyń bardziej lejący czy zwarty)
- 3-4 łyżki cukru
- 3-4 łyżki kakao lub opakowanie cukru waniliowego albo też prawdziwa wanilia w zależności od tego jaki smak budyniu chcecie
- żółtko jajka
- łyżka masła

Wykonanie : 

- 3/4 litra mleka podgrzewamy w garnku wraz z masłem.

- Resztę mleka mieszkamy z mąką ziemniaczaną i cukrem, dodajemy kakao ( lub cukier waniliowy ) i żółtko. Całość trzeba dobrze wymieszać żeby nie było grudek.

- Gdy mleko zacznie bulgotać powoli wlewamy do niego powoli naszą mieszankę i cały czas mieszamy aż zgęstnieje. Taki budyń gęstnieje wolniej niż ten z paczki.

- Budyń przelewany do salaterek, czekamy aż ostygnie i jemy.

Jest naprawdę pyszny, dużo lepszy niż ten z paczki. A do tego na pewno zdrowszy.



Korzystam z chwilowej poprawy pogody i piszę do was z mojego ogrodu. Niedawno wspominałam o jego metamorfozie. Pies jak zwykle wyleguje się koło mnie, córka zamęcza babcię więc mam chwilę wolną :)
W zeszłym tygodniu byłam na dwu dniowym weselu. I dzisiaj pokażę co miałam wtedy na sobie. Brzuszek jeszcze nie jest jakiś bardzo duży więc zmieściłam się w moje sukienki z szafy i nie kupowałam nic. 
Niestety z pierwszego dnia nie mam żadnego porządnego zdjęcia bo na sali było dość ciemno, a jak po obiedzie wyszliśmy na dwór to córka cały czas się pchała ze mną do zdjęć i zasłaniała sukienkę. A już chwilę później zaczął padać deszcz i tak padał już do końca. Tyle w kwestii usprawiedliwienia :)



Czarną sukienkę ze zdjęć poniżej kupiłam 3 lata temu w Orsay-u też właśnie na wesele i tak sobie od tamtego czasu leżała w szafie. Teraz musiałam ją trochę przerobić w dekolcie bo mi za bardzo biust odsłaniała i robiłam to w nocy przed weselem. Cała ja wszystko na ostatni moment :) Ażurowe bolerko zrobiła mi na szydełku teściowa.
Buty kupiłam w Deichmannie specjalnie na wesele bo od upałów, które wtedy jeszcze były puchły mi stopy i były mi potrzebne wygodne buty. Specjalnie kupowałam je mając opuchnięte stopy :) Przyznaję że są bardzo wygodne, choć tego nie widać na tej marnej fotce (jedynej na jakiej je widać) są na lekkim konturnie. Dodatki miałam na oba dni takie same. 







Przypomniało mi się, że telefonem miałam zrobione zdjęcie gdzie jestem sama. Co niektórzy widzieli już je pewnie na instagramie gdzie niemal codziennie publikuję nowe fotki. To uzależniające :) 



Na poprawiny miałam w planach założyć inną sukienkę, taką do kolana ale czułam że po weselu mam opuchnięte nogi więc wolałam je w całości zakryć. Ubrałam długą maxi z wężowym motywem. Dostałam ją w zeszłym roku na urodziny. Czarne bolerko jest od innej sukienki ale do tej pasował idealnie. Naszyjnik dostałam na urodziny w tym roku. Torebka jak to często u mnie bywa jest wiekowa. Do tego moje ulubione czarne baleriny z kamykami. Na szczęście w drugi dzień pogoda już była lepsza tzn nie padał deszcz choć było pochmurno i mieliśmy czas na zrobienie zdjęć. Także tym razem już jestem solo :) A tak nawiasem mówiąc wesele było w bardzo fajnym miejscu nad jeziorem. Sala co prawda trochę ciemna ale jedzenie pyszne. 







Obie sówki uszyłam już w maju ale jakoś zapomniałam je tutaj pokazać. To już któreś z kolei zabawki przytulanki w moim wykonaniu. Akurat te dwie powstały na konkretne okazje.
Pierwszą uszyłam na przedszkolny festyn z okazji dnia matki. Została oddana do przedszkola jako los na loterię. Uszyłam ją z flaneli w brązową kartkę, a buzię ma z filcu i polaru w kolorach pasujących zarówno do chłopca jak i dziewczynki. Gdy moja córka zobaczyła sowę i dowiedziała się że trafi ona jako los na loterię bardzo rozpaczała bo chciała ją zatrzymać do siebie. Na festynie kupiliśmy trzy losy i jaka była radość córki gdy jednym z wylosowanych losów była właśnie sowa. Przeznaczenie po prostu :)




Druga podusia przytulanka została uszyta dla 2 letniej Paulinki z okazji jej urodzin. Ta przytulanka jest dwustronna. Na szarej dzianinie ma naszytą buźkę z polaru i filcu zaś tył jest z kwiecistej bawełny. Wypełnienie jak zawsze w takim przypadku jest ,,jaśkowe" czyli z poduszki. 




Muszę przyznać, że ostatnio mało szyję i to bynajmniej nie dlatego że nie chcę ale powiedzmy, że teraz nie mam tak dobrych warunków do szycia :) Po pierwsze są wakacje i przy córce w domu nie ma mowy o spokojnym szyciu. A po drugie mamy teraz z mężem wspólną pracownię i wiem że denerwuje go głośność mojej maszyny. Zaczynam się więc zastanawiać nad jakimś cichym modelem. Tylko jaki jest cichy? 

More

Google+ Followers

Tyle Was tu było

Translate