// Moda / DIY / Styl życia / Mama pisze / Zdrowie i Uroda / Mini Moda / Rozrywka / Misz Masz / Historie //

SPACERKIEM PO BYSTRZYCY KŁODZKIEJ

WIOSENNY KOMBINEZON W KWIATKI

SUKIENKA ZE SPODNI / DIY

HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ

czwartek, 24 lipca 2014

czwartek, 24 lipca 2014
Tak jak wspominałam ostatnio na moim profilu na fb dziś rusza wakacyjny konkurs. Dawno dawno nic takiego już nie robiłam więc najwyższy czas. Do wygrania są aż cztery różne nagrody. Wszystkie są mojego autorstwa. Toteż sponsorem konkursu jestem wyłącznie ja :) Jednak w konkursie wygrywa jedna osoba, która sama sobie wcześniej wybrała nagrodę. Zdecydowałam się na cztery przedmioty po to aby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Zwycięzca zostanie wybrany losowo.



Teraz trochę o nagrodach do wyboru.

1. Spódnica granatowa rozkloszowana z gumką w pasie dzięki czemu rozmiar jest dość uniwersalny S/M/L
Obwód w pasie 70-80 cm długość ok 42 cm. Tył i przód prezentują się tak samo.



2. Bransoletka filcowa z napisem z koralików. Szerokość 2,5 cm, obwód nadgarstka 16-20 cm



3. Biały t-shirt z naszytym koronkowym sercem. Dekolt surowy, rękawy podwinięte i zszyte.
Rozmiar S/M/L/XL do wyboru



4. Materiałowa torba na zakupy z długimi uszami. Zapinana na rzep. W środku mała kieszonka.
Wymiary 50 cm x 40 cm długość z uszami ok 80 cm


Konkurs trwa od dzisiaj 24.07.2014 do 6.08.2014
Zwycięzcę wyłonię w ciągu 3 dni od zakończenia.

Konkurs odbywa się wyłącznie na moim profilu na facebooku
To tam zostawicie swoje zgłoszenia.

Warunki udziału są proste :

1. Trzeba polubić mój fan page
2. W komentarzu pod postem konkursowym na fb napisać jaką nagrodę się wybiera
3. Udostępnić u siebie na tablicy konkursowe zdjęcie i link do udostępnienia także zostawić w komentarzu

Aby konkurs został rozstrzygnięty musi wziąć w nim udział przynajmniej 14 poprawnych zgłoszeń. W innym przypadku konkurs zostanie unieważniony. 

Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski
Na kontakt ze strony zwycięzcy czekam 3 dni od opublikowania wyników konkursu.
Przy czym wyniki zostaną opublikowane wyłącznie na moim fb.
W sprawie nagród nie przyjmuję żadnych reklamacji :) 

Chyba wszystko jasne więc zapraszam do udziału :) 

środa, 16 lipca 2014

środa, 16 lipca 2014
Piszę do Was z miejsca, które jeszcze kilka dni temu wyglądało okropnie. Cały zeszły tydzień zastanawiałam się jak by tu zrobić sobie w ogrodzie fajny taras przy małym koszcie. Oświeciło mnie w sobotę. W centrum naszego ogrodu i podwórka stoi miejsce, które przeszło istną metamorfozę i stało się moim wymarzonym tarasem. Trzy dni intensywnej pracy i niskie koszta pozwoliły odmienić stary brzydki psi kojec w ogrodowy taras i miejsce relaksu. Teraz jest naprawdę ładnie i przyjemnie.


Tak dobrze czytacie to był psi kojec. Postawiony dobre 15 lat temu przez mojego tatę. Tak się składa, że przez lata mieliśmy groźne psy, które dla bezpieczeństwa osób postronnych musiały być zamykane w kojcu. Kojec był cały obudowany i miał dach. Od niemal roku stał pusty i zaczynał coraz bardziej straszyć. Mąż zaczął sugerować że przydałoby się go rozebrać bo wygląda brzydko, a groźnego psa już nie zamierzamy mieć więc kojec jest nam niepotrzebny do niczego. Wpadłam więc na pomysł że skoro kojec ma wylewkę i dach to po usunięciu ogrodzenia, naprawach i liftingu nada się na taras. Mąż pomysł podchwycił więc przystąpiliśmy do realizacji. Usunęliśmy stare ogrodzenie, które sprzedaliśmy na złom zyskując przy tym fundusze na naprawy. Poprawiliśmy betonową wylewkę żeby było równo. Kupiliśmy dwie puszki białej farby żeby pomalować metalowe elementy na biało. Ostatnio mam totalną fazę na biały kolor i wszystko co się da maluję na biało :) Położyliśmy sztuczną trawę na ów beton. ustawiliśmy meble. Powiesiłam zasłony ze dwóch stron, z których najbardziej świeci słońce. I gotowe. Teraz będę tu często przesiadywać. Nie dość że z tego miejsca mam widok na cały ogród i podwórze więc łatwo upilnować córcię. To jeszcze mimo upału to miejsce jest przewiewne więc nie jest tu tak gorąco. Ależ jestem zadowolona. 














Prawda, że całkiem ładnie wyszło ? Brakuje mi jeszcze leżaka, który chcę postawić koło stolika z palet pod drzewem jabłoni. Mój stary leżak w zeszłym roku mąż z córką połamali jak się zaczęli wygłupiać. Teraz czekam na jakieś sensowne wyprzedaże :) A poniżej kilka zdjęć, które obrazują jak to wyglądało przedtem. Niestety nie mam zdjęć z ogrodzeniem bo zanim pomyślałam o fotkach to mąż już je zdemontował. Ogólnie było to ogrodzenie z metalowej siatki z furtką i jakimiś blachami. Nic ładnego.






wtorek, 15 lipca 2014

wtorek, 15 lipca 2014
Pierwszy samodzielny wypad nad morze był mocno spontaniczny. Któregoś wakacyjnego poranka wpadła do mojej 19 letniej wówczas głowy myśl, że fajnie byłoby pojechać nad morze. Po południu już byłam spakowana i siedziałam w pociągu. Padło na Kołobrzeg bo tam akurat bezpośrednio dojeżdżał pociąg. Taka spontaniczna podróż przez całą Polskę (mieszkam na Śląsku) bez planu, z małą ilością gotówki, bez noclegu na miejscu. Ale kto by się wtedy tym przejmował. Na pewno nie ja. Bo żyje się tylko dwa razy. 


Jakie miałam wtedy wyobrażenie o tym pobycie nad morzem. Proste czyli jakoś to będzie :) I jakoś było, ba było całkiem fajnie. O świcie pociąg z opóźnieniem jak to bywa z PKP wtoczył się na stację w Kołobrzegu. O nocleg jak się okazało nie trzeba się martwić. Na stacji było pełno jak ja to nazywałam wtedy ,,łapaczy turystów" Szybkie ustalenie szczegółów noclegu, targowanie ceny i o dach nad głową zapewniony. Do tego całkiem wygodny. Jako że były to już czasy wszechobecnych marketów o tanie wyżywienie typu bułka + kiełbasa+ jogurt nie trzeba było się martwić. Pogoda dopisała, wakacje się udały. Skończyły się jak zabrakło gotówki. Było fantastycznie. Dziś takiej akcji już sobie nie wyobrażam. No ale żyje się przecież dwa razy. 

Mam lat 21 i marzy mi się aby pojechać na pewien koncert, który jest 40 km od domu. Jednak jest problem z dojazdem. Tam i owszem mam jak dojechać. Ale wrócić w nocy to już nie bardzo. Jestem zdeterminowana i zrobię wszystko żeby się na koncert dostać. Jak to już u mnie bywa pakuję się w pociąg i w drogę. Tacie mówię że podwiezie mnie do domu koleżanka. Tu mocno mijam się z prawdą. Szczerze powiedziawszy to nie myślę o tym jak wrócę do domu. Najważniejszy jest koncert. O powrót potem będę się martwić. Koncert jest świetny. Do domu wracam busem z grupą facetów pracujących przy obsłudze koncertu. To nic że zupełnie nie było im po drodze. Kiedyś to się umiało odpowiednio zagadać :) Panowie grzecznie mnie pod dom podwieźli. Pełna kultura. Dzisiaj nie wsiadłabym do samochodu z obcą osobą, a co dopiero z grupą mężczyzn. Ale żyje się przecież dwa razy. 

Pociąg przewija się przez całą moją młodość. Od 17 roku życia do 25 mnóstwo czasu spędzałam w pociągach włócząc się tu i tam. Kiedyś wracam już pociągiem do domu gdy na jakieś stacji wsiada do pociągu kilkunastoosobowa grupa punków. Kilku z nich ma w pasie łańcuchy. Ogólnie wyglądają groźnie. Jak się szybko okazuje chodzą po pociągu i zabierają pasażerom co tam im się podoba. Obsługa pociągu udaje że ich nie widzi. Ja jadę sama i jestem dość mocno przerażona. Dosiada się do mnie szef tej grupy. Jego ludzie przynoszą mu zdobyte fanty. W tym winogrona. Zostaję nimi poczęstowana. Ze strachu nie wiem czy mam się poczęstować czy nie. Ale jem. Zaczyna się rozmowa tzn on zagaduje do mnie. Ja odpowiadam. Inni pasażerowie dziwnie się na mnie patrzą. Po pół godzinie gadamy już sobie w najlepsze. Jak dojeżdżam do mojej stacji żegnamy się jak znajomi. Spojrzenia ludzi bezcenne. Wszak żyje się tylko dwa razy. 

PS. To takie krótkie historie z mojej młodości. Tak naprawdę to byłam grzeczna :) 



sobota, 12 lipca 2014

sobota, 12 lipca 2014
Ostatnio na nic nie mam czasu. Jestem w trakcie małego remontu i dużego przemeblowania. Wieczorem jak już mam czas żeby siąść do komputera to nie mam nawet siły żeby go włączyć. Ale powoli zbliżamy się do końca i mam nadzieję że uda mi się pokazać wam co nieco z mojego domu.
Tymczasem przechodzę do stylizacji, która jak to często u mnie bywa jest z złożona z mocno wiekowych ubrań, które trzymają formę pomimo upływu lat.


Bluzkę w paski, która jest uszyta z grubszej dzianiny dostałam od mojej teściowej. Z tym że jest to rzecz z jej szafy i pochodzi z lat 70/80 tych :) A że bardzo mi się spodobała to teściowa mi ją podarowała. Swoją drogą to w szafie teściowej jest mnóstwo takich skarbów. Wiem że to może dziwnie wygląda ale czasem uda mi się coś fajnego w jej szafie wynaleźć. A że teściowa ma samych synów to z kim miałaby się podzielić jak nie ze mną. Zwłaszcza że taka kochana z niej kobieta. To tak w kwestii wyjaśnienia :)
Spodnie kupiłam w niemieckim H&M jakieś 12 lat temu. Trzeba przyznać że kiedyś umieli szyć dobre jakościowo rzeczy. Teraz omijam ten sklep bo stosunek jakości do ceny się u nich nie pokrywa.
PS. Zdjęć jest mało bo w trakcie pan fotograf mnie wkurzył i mi się odechciało :)





poniedziałek, 7 lipca 2014

poniedziałek, 7 lipca 2014
Dzisiaj mam dla Was przygotowany bardzo łatwy tutorial na uszycie prostych spodni lub legginsów. Mogą to być spodnie zarówno dla osoby dorosłej jak i dziecka. Zasada jest ta sama. Uszycie spodni czy też legginsów bez szwów bocznych w ten sposób nie zajmuje więcej niż godziny czasu. 
Do szycia będzie potrzebny materiał, nici, nożyce, maszyna, gumka i inne spodnie / legginsy, które posłużą nam za wykrój. No to zaczynamy :) A tak to będzie wyglądało jak skończymy :)


1. Materiał składamy na cztery części czyli na pół i jeszcze raz na pół.


2. Do tak złożonego materiału przykładamy spodnie, które służą nam za wykrój. Układamy je dokładnie tak jak na poniższym zdjęciu.


3. Wycinamy materiał, pamiętając o zapasie na szwy. Ja dodatkowo tego zapasu jeszcze dołożyłam bo chciałam żeby szyte spodnie były większe niż te, które służyły za wykrój.


4. Gdy rozłożymy wycięty materiał będzie on wyglądał właśnie tak.


5. A gdy złożymy każdą część materiału na pół będą nasze spodnie wyglądać właśnie tak.


6. Rozkładamy tkaninę i przykładamy ze sobą jej poszczególne części gdzie będą szwy. Sprawdzamy czy materiał mamy dobrze wycięty. Zaraz nastąpi szycie. 


7. Materiał składamy jak na zdjęciu prawą stroną do środka.


8. Teraz nastąpi szycie. Zszywamy materiał od pasa do kroku (nie dalej) tak jak to pokazuję na zdjęciu. Postępujemy w ten sposób z obiema stronami tkaniny. Używam ściegu overlokowego. Może być też zygzak. Często aby wzmocnić spodnie dziecięce zszywam też dodatkowo ściegiem prostym.


9. Jak wywrócimy tkaninę na prawą stronę to zobaczymy że mamy już zszyte spodnie z przodu i z tyłu. Teraz będziemy zszywać nogawki. W tym celu wywracamy tkaninę na lewą stronę. Ja zawsze zaczynam szycie od dołu lewej nogawki i szyję w górę aż do kroku po czym zszywam prawą nogawkę od kroku do dołu. Całość zszywam za jednym zamachem :) Szyję ściegiem zygzakowym lub overlokowym.




10. Potem zostaje już tylko podwinięcie spodni w pasie razy dwa. Robimy w ten sposób tunel na gumkę. Szerokość tunelu dostosowujemy do szerokości gumki. Pamiętamy żeby zostawić kawałek nie zszyty bo przecież jakoś trzeba gumkę do tunelu wprowadzić :) Tu już szyjemy ściegiem prostym.


11. Przy pomocy agrafki wciągamy gumkę do tunelu. I zszywamy końce gumki. Potem zszywamy ten fragment który służył do wprowadzenia gumki.


12. Tak samo podwijamy podwójnie końce nogawek i zszywamy je ściegiem prostym aby ładnie je wykończyć. Niestety ten etap nie wiem czemu nie załapał się na zdjęcie.

A tak oto spodnie bez szwów bocznych mamy gotowe. Uszyłam już w ten sposób kilka par spodni i legginsów. To zdecydowanie mój ulubiony sposób bo jest prosty i szybki. 



Na koniec jeszcze krótka informacja, że właśnie uporałam się z założeniem konta na Bloglovin więc zapraszam do śledzenia mnie właśnie tam.

środa, 2 lipca 2014

środa, 2 lipca 2014
Jako, że mieszkam przy lesie toteż dostęp do jagód mam można rzec nieograniczony :) Aż żal byłoby nie wykorzystać takiego pysznego potencjału. Tym bardziej że w rodzinie wszyscy za jagodami przepadamy. Tak więc trzeba się pofatygować do lasu i korzystać z tych pyszności póki sezon trwa. Jagody zbieramy zarówno do zjedzenia na bieżąco jak i do zamrożenia. Nie ma nic pyszniejszego niż koktajl z jagód w środku zimy :) Jako, że kulinaria pojawiają się tu rzadko toteż przygotowałam wpis zbiórczy z przepisami na wykorzystanie jagód. Wszystkie są na słodko bo my łasuchami jesteśmy. 



I tak na początek idą śląskie buchty czyli tzw. kluski na parze.
Uwielbiam to danie z dzieciństwa i niedawno sama nauczyłam się je przygotowywać. Wszak filozofii w tym żadnej nie ma. Buchty można jeść zarówno na słodko tak jak u mnie z jagodami i sosem czekoladowym. Ale też świetnie smakują do dań mięsnych np do gulaszu. Jak kto woli. 


Składniki na około 12 sztuk

2 szklanki mąki pszennej
30 g drożdży świeżych
3/4 szklanki mleka
2 łyżki cukru
2 łyżki margaryny
2 jajka

Przygotowujemy rozczyn. Ja to robię tak rozkruszone drożdże wrzucam do szklanki, zasypuję dwoma łyżeczkami cukru i mieszkam aż się rozpuszczą. Potem dolewam trochę ciepłego mleka i wsypuję łyżkę mąki. Mieszkam całość i odstawiam do wyrośnięcia. Zwykle 15- 20 min później rozczyn jest gotowy. 
Do miski wsypuję mąkę, cukier i jajka. Mleko podgrzewam. Wlewam do miski. Margarynę roztapiam. Lekko przestudzam i też wlewam do miski. Do tego dodaje rozczyn i zagniatam ciasto. Gotowe ciasto odstawiam pod przykryciem do wyrośnięcia i podwojenia objętości. 

Gdy ciasto wyrasta formuję z niego kulki, do środka wkładam jagody. Kulki ciasta najlepiej jak są wielkości mandarynki bo później jeszcze wyrosną. 

W dużym garnku zagotowuję wodę. Na wierzchu garnka za pomocą zwykłej gumy mocuję gazę. Na niej układam po 4 kulki ciasta i przykrywam je pokrywką garnka. Buchty gotują się na parze podwajając swoją wielkość. Patyczkiem do ciasta sprawdzam czy są gotowe. Jeśli patyczek po wbiciu jest suchy buchty są gotowe. 


Do tego przygotowuję sos / polewę czekoladową. Ja robię to na oko więc nie umiem podać proporcji. 
Dwie łyżki margaryny rozpuszczam w rondelku, wlewam trochę mleka tak ok pół szklanki. Mieszkam. Wsypuję kakao. I mieszam. Kakao daję dosyć sporo żeby sos miał odpowiednią konsystencję i smak.


Z wykorzystaniem jagód przygotowałam też dwa ciasta. Nie mogłam się zdecydować które chcę zrobić więc w zeszłym tygodniu były aż dwa :) Przepisy są ze strony www.mojewypieki.com 

Pierwszym ciastem była rolada z nadzieniem z jagód. Przepis znajdziecie tutaj ja nie będę go przepisywać bo to bez sensu zwłaszcza że go wcale nie modyfikowałam. To moja pierwsza rolada i przyznaję że wyszła przepyszna. Polecam więc ten przepis nawet przeczeniowym laikom :) 



Drugie ciasto jest kruche z delikatną pianką. W oryginale jest z malinami ale ja je zrobiłam z jagodami i też wszyło przepysznie. Przepis na nie znajdziecie tutaj.



A na koniec mój ulubiony napój z wykorzystaniem jagód czyli koktajl :) Wczoraj wypiłam go jakieś pół litra. Uwielbiam po prostu uwielbiam :) Maślanka, jagody, ewentualnie trochę cukru i już mamy tę pychotkę gotową. Dzisiaj znowu sobie zrobię taki koktajl. Wspominałam już że uwielbiam :)


Co dobrego robicie z jagód czy też innych owoców sezonowych ? Ja truskawki po prostu zjadłam. Raz udało im się trafić na ciasto. A z wiśni zrobiłam 14 słoików dżemu.