Całkiem niedawno bo jakieś 3 tygodnie temu odnawiałam meble w mojej kuchni. Na pomysł ich odnowy wpadłam już jakiś czas temu ale od pomysłu do wykonania upłynęło trochę czasu bowiem najpierw ściany w kuchni wymagały malowania. Ale od początku. Czemu zachciało mi się odnawiać meble kuchenne ?



Otóż te meble mają już ponad 10 lat. Były w takiej zielonej plastikowej okleinie, która z czasem zaczęła wyglądać coraz gorzej, aż w końcu odklejała się od frontów. Wtedy też dojrzałam, że pod tą okleiną jest całkiem ładne drewno i meble wyglądają znacznie lepiej niż z ową okleiną. Postanowiłam więc, że jak już pomaluję ściany to poodrywam ten plastik. 

A jakim cudem odnowiłam kuchnię za całkowitą kwotę 40 zł ? Otóż ku mojemu zdziwieniu okazało się, że te meble wystarczy polakierować żeby je zabezpieczyć przed wilgocią i będą pięknie wyglądać. Myślałam że trzeba będzie użyć więcej lakieru ale jedna litrowa puszka wystarczył na dwukrotne pokrycie frontów mebli. Koszt puszki to ok 30 zł zaś zestaw pędzli kosztował 10 zł. Ot i cały wydatek.
Do tego trzeba doliczyć kilka godzin mojej pracy i kuchnia jest jak nowa. Jak teraz ktoś do nas przychodzi to wpierw co mu się rzuca w oczy to ta kuchnia i słyszymy : o macie nowe meble kuchenne.
Przyznam też że niektóre miejsca mają małe niedociągnięcia ale na wytłumaczenie mam tyle robiłam to późnym wieczorem jak córka szła spać no i robiłam o po raz pierwszy. Bądź co bądź jak i moja rodzinka jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu. Tylko jeden uchwyt jeszcze czeka na wymianę. 
A teraz czas na fotorelację. Wiem że to najciekawsze :)

Tak wyglądały fronty szafek po oderwaniu oleiny. 


Tutaj widać różnicę po nałożeniu pierwszej warstwy lakierobejcy. 


Tym właśnie malowałam i polecam bo nie ma uciążliwego zapachu i schnie ekspresowo. 


Tu już kuchnia jest gotowa. Dwie warstwy lakierobejcy wystarczyły. Pękam z dumy, że tak fajnie mi kuchnia wyszła. 



A tu jedyne zdjęcie jakie znalazłam gdzie widać część szafek w tej zielonej oleinie. Przy okazji moja mała pomocnica w akcji :)


Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jak się chce to wiele rzeczy można zrobić tanio. Trzeba tylko mieć pomysł i chęci :) A jednego i drugiego mi nie brakuje :) To by było na tyle. Udanego weekendu...


Jesteś już w ciąży, cieszysz się ale jedna rzecz spędza ci sen z powiek, boisz się że przytyjesz. 
To już moja druga ciąża więc mam w tym temacie pewne doświadczenie. Często spotykam się z pytaniami ile przytyłaś w ciąży albo nie boisz się że się roztyjesz. No sorry albo chce się mieć dziecko ale szczuplutką sylwetkę. Tak się też składa, że moja przyjaciółka też jest w ciąży i to jej słowa dały mi pomysł na ten post. 
To co tu piszę może się wydać banałami ale doświadczenie pokazuje, że wiele osób o nich nie wie :) 


Odnoszę wrażenie, że wiele dziewczyn / kobiet kiedy już zachodzą w ciążę to zadają sobie to pytanie jak nie przytyć w ciąży. Cieszą się że zostaną mamami ale myśl że ucierpi na tym ich figura przeraża je. Widzę, że ten problem mają zwłaszcza dziewczyny o szczupłej lub wręcz chudej sylwetce, które są w pierwszej ciąży.
One najbardziej przeżywają że stracą swoją szczupłą sylwetkę, a odstający i na początku nie przypominający ciążowego brzuszek jest dla nich powodem do wstydu. Bo ktoś pomyśli że się zapuściła !
Serio to co pomyślą sobie inni o twoim brzuchu jest dla ciebie takie ważne ? No proszę cię.

No więc jak nie przytyć? Najlepiej nie zachodzić w ciążę ! Wiem że to brutalne słowa ale w życiu już tak jest że coś za coś. Chcesz być mamą to musisz się trochę poświęcić. Nikt ci nie da gwarancji że przytyjesz tylko kilka kg równie dobrze może być ich kilkanaście i więcej. Jednak na pocieszenie powiem, że trochę też zależy od ciebie droga przyszła mamo. 

Po pierwsze : Zapamiętaj to że w ciąży wolno jeść za dwoje to mit i możesz go między bajki włożyć.

Po drugie : Jednak masz jeść DLA WAS DWOJGA. Jeść rozsądnie i zdrowo. To nie czas na dietę 1000 kcal Jak jesteś głodna zjedź coś. I w drugą stronę nie obżeraj się niezdrową żywnością, nie zapychaj głodu pustymi kaloriami. Myśl nie tylko o swojej figurze ale i o dziecku. Wszak one je to co ty. Pomyśl o tym.

Po trzecie : Jeśli lekarz prowadzący ciążę nie widzi przeciwwskazań  możesz się ruszać i uprawiać sport dozwolony dla ciężarnych. Co na przykład? Możesz pływać, spacerować, jeździć na rowerze, uprawiać jogę lub nordic walking, chodzić na fitness dla ciężarnych. Jest w czym wybierać, byle by nie przeforsować organizmu. W myśl zasady co za dużo to nie zdrowo.


I to by było chyba na tyle w kwestii tego na ile masz wpływ na swoje przybieranie na wadze w ciąży.
Jednak jak by nie patrzeć nie da się uniknąć zwiększenia wagi. Powiększająca się macica, wody płodowe, łożysko no i najważniejsze same dziecko będą rosnąć i ważyć coraz więcej. Przez co ty także.
Przyznam, że w pierwszej ciąży los był dla mnie łaskawy. Przytyłam tylko 10 kg i po powrocie do domu ze szpitala ważyłam już tyle co przed ciążą. A w miesiąc później nosiłam już swoje ubrania sprzed ciąży.
Jak będzie tym razem? Nie wiem. Na razie nic przerażającego w kwestii wagi się nie dzieje.
Na koniec mała tajemnica, o której możesz nie wiedzieć karmienie piersią rewelacyjnie wypływa na mamę, która dzięki temu chudnie. Przetestowałam na sobie przez 9 miesięcy ale o tym napiszę kiedy indziej. 


Domowy budyń czekoladowy lub waniliowy łatwy w wykonaniu, smaczny i zdrowy. 


Szczerze przyznam, że do niedawna nie wiedziałam, że można zrobić budyń w domowy sposób, zamiast tego z torebki. Dowiedziałam się o tym przeglądając starą książkę kucharską mojej teściowej. Książka jest gdzieś z lat 60 tych i było w niej wiele przepisów na domowe potrawy, które dziś są zastępowane tymi w torebkach. A, że jestem coraz bardziej nastawiona na zdrowe jedzenie bez chemii toteż wczoraj wypróbowałam przepis na domowy budyń. Ja akurat zgodnie z zamówieniem córki robiłam czekoladowy. Robi się go naprawdę łatwo i szybko bo w ok 20 minut.

Składniki : u mnie wyszło z tego 5 salaterek, można składniki zmniejszyć np. o połowę :)

- mleko 1 litr (można mniej u nas robiłam budyń dla 4-5 osób)
- 3-4 łyżki mąki ziemniaczanej (w zależności czy wolicie budyń bardziej lejący czy zwarty)
- 3-4 łyżki cukru
- 3-4 łyżki kakao lub opakowanie cukru waniliowego albo też prawdziwa wanilia w zależności od tego jaki smak budyniu chcecie
- żółtko jajka
- łyżka masła

Wykonanie : 

- 3/4 litra mleka podgrzewamy w garnku wraz z masłem.

- Resztę mleka mieszkamy z mąką ziemniaczaną i cukrem, dodajemy kakao ( lub cukier waniliowy ) i żółtko. Całość trzeba dobrze wymieszać żeby nie było grudek.

- Gdy mleko zacznie bulgotać powoli wlewamy do niego powoli naszą mieszankę i cały czas mieszamy aż zgęstnieje. Taki budyń gęstnieje wolniej niż ten z paczki.

- Budyń przelewany do salaterek, czekamy aż ostygnie i jemy.

Jest naprawdę pyszny, dużo lepszy niż ten z paczki. A do tego na pewno zdrowszy.



Korzystam z chwilowej poprawy pogody i piszę do was z mojego ogrodu. Niedawno wspominałam o jego metamorfozie. Pies jak zwykle wyleguje się koło mnie, córka zamęcza babcię więc mam chwilę wolną :)
W zeszłym tygodniu byłam na dwu dniowym weselu. I dzisiaj pokażę co miałam wtedy na sobie. Brzuszek jeszcze nie jest jakiś bardzo duży więc zmieściłam się w moje sukienki z szafy i nie kupowałam nic. 
Niestety z pierwszego dnia nie mam żadnego porządnego zdjęcia bo na sali było dość ciemno, a jak po obiedzie wyszliśmy na dwór to córka cały czas się pchała ze mną do zdjęć i zasłaniała sukienkę. A już chwilę później zaczął padać deszcz i tak padał już do końca. Tyle w kwestii usprawiedliwienia :)



Czarną sukienkę ze zdjęć poniżej kupiłam 3 lata temu w Orsay-u też właśnie na wesele i tak sobie od tamtego czasu leżała w szafie. Teraz musiałam ją trochę przerobić w dekolcie bo mi za bardzo biust odsłaniała i robiłam to w nocy przed weselem. Cała ja wszystko na ostatni moment :) Ażurowe bolerko zrobiła mi na szydełku teściowa.
Buty kupiłam w Deichmannie specjalnie na wesele bo od upałów, które wtedy jeszcze były puchły mi stopy i były mi potrzebne wygodne buty. Specjalnie kupowałam je mając opuchnięte stopy :) Przyznaję że są bardzo wygodne, choć tego nie widać na tej marnej fotce (jedynej na jakiej je widać) są na lekkim konturnie. Dodatki miałam na oba dni takie same. 







Przypomniało mi się, że telefonem miałam zrobione zdjęcie gdzie jestem sama. Co niektórzy widzieli już je pewnie na instagramie gdzie niemal codziennie publikuję nowe fotki. To uzależniające :) 



Na poprawiny miałam w planach założyć inną sukienkę, taką do kolana ale czułam że po weselu mam opuchnięte nogi więc wolałam je w całości zakryć. Ubrałam długą maxi z wężowym motywem. Dostałam ją w zeszłym roku na urodziny. Czarne bolerko jest od innej sukienki ale do tej pasował idealnie. Naszyjnik dostałam na urodziny w tym roku. Torebka jak to często u mnie bywa jest wiekowa. Do tego moje ulubione czarne baleriny z kamykami. Na szczęście w drugi dzień pogoda już była lepsza tzn nie padał deszcz choć było pochmurno i mieliśmy czas na zrobienie zdjęć. Także tym razem już jestem solo :) A tak nawiasem mówiąc wesele było w bardzo fajnym miejscu nad jeziorem. Sala co prawda trochę ciemna ale jedzenie pyszne. 







Obie sówki uszyłam już w maju ale jakoś zapomniałam je tutaj pokazać. To już któreś z kolei zabawki przytulanki w moim wykonaniu. Akurat te dwie powstały na konkretne okazje.
Pierwszą uszyłam na przedszkolny festyn z okazji dnia matki. Została oddana do przedszkola jako los na loterię. Uszyłam ją z flaneli w brązową kartkę, a buzię ma z filcu i polaru w kolorach pasujących zarówno do chłopca jak i dziewczynki. Gdy moja córka zobaczyła sowę i dowiedziała się że trafi ona jako los na loterię bardzo rozpaczała bo chciała ją zatrzymać do siebie. Na festynie kupiliśmy trzy losy i jaka była radość córki gdy jednym z wylosowanych losów była właśnie sowa. Przeznaczenie po prostu :)




Druga podusia przytulanka została uszyta dla 2 letniej Paulinki z okazji jej urodzin. Ta przytulanka jest dwustronna. Na szarej dzianinie ma naszytą buźkę z polaru i filcu zaś tył jest z kwiecistej bawełny. Wypełnienie jak zawsze w takim przypadku jest ,,jaśkowe" czyli z poduszki. 




Muszę przyznać, że ostatnio mało szyję i to bynajmniej nie dlatego że nie chcę ale powiedzmy, że teraz nie mam tak dobrych warunków do szycia :) Po pierwsze są wakacje i przy córce w domu nie ma mowy o spokojnym szyciu. A po drugie mamy teraz z mężem wspólną pracownię i wiem że denerwuje go głośność mojej maszyny. Zaczynam się więc zastanawiać nad jakimś cichym modelem. Tylko jaki jest cichy? 
Będą w pierwszym trymestrze ciąży nie pisałam o tym zbyt wiele na blogu. Na początku już tak jest że najpierw chce się wszystkim opowiedzieć o radosnej nowinie jak najszybciej ale z drugiej strony nie chce się zapeszać. Dlatego też odczekałam z pochwaleniem się Wam aż do 12 tygodnia i napisałam o tym tu.
Kilka dni temu pokazałam się w pierwszej ciążowej stylizacji co mogliście zobaczyć w tym poście.
Teraz kiedy już skończył się pierwszy trymestr czas na małe podsumowanie wydarzeń :)


Zacznę może od tego że o ciąży dowiedziałam się w swoje 30 urodziny. Taki miałam fajny prezent. 
Pierwsze objawy to bolące, drażliwe i powiększone piersi, a później brak miesiączki.
Pierwszy test o dziwo wyszedł negatywny. Ale już drugi zrobiony kilka dni później pokazał dwie kreski.
Niedługo potem zaczęły się ciążowe zachcianki i dolegliwości. 

Ciążowe zachcianki. Póki co miałam tylko trzy ale jeszcze dużo czasu przede mną :)

1. Pierwszą zachcianką była ogromna chęć na sałatę z serem feta. Mąż pojechał więc do sklepu bym mogła się zajadać wielką miską sałaty. Słowa daję jadłam jak bym przez tydzień głodna chodziła :) Aż się mąż śmiał że jeszcze nie widział abym jadła coś z takim apetytem.

2. Drugiej zachcianki do dzisiaj nie mogę zrozumieć :) Naszła mnie ochota na chrupki serowe. Tu ważna rzecz ja takich chrupek nie znoszę. Ale kupiłam je sobie, zjadłam 3/4 paczki w tempie ekspresowym, a potem nie mogłam już na to patrzeć. Dzisiaj na samą myśl o tych chrupkach mnie mdli.

3. Zachcianka trzecia która trwa do dziś to ogromna chęć na owoce. Mogłabym je jeść niemal hurtowo.
To przynajmniej jest zdrowa zachcianka :)

Ciążowe dolegliwości. 
O dziwo nie wiem co to poranne mdłości i wymioty. Nie miałam tego w pierwszej ciąży. Nie mam i w drugiej. Tyle mam szczęścia. Za to dokuczają mi :

1. Puchnące dłonie. Zaczęło się jakiś miesiąc temu i to tak że musiałam pozdejmować biżuterię z palców. Najgorzej jest rano ale i w ciągu dnia pojawia się opuchlizna więc wolę nie ryzykować i nie nosić pierścionków. Ostatnio też ten problem pojawia się ze stopami i kostkami. Nie mniej jak sądzę to też wina panujących ostatnio upałów.

2. Wracając do upałów to fatalnie je znoszę. Wiecznie jest mi gorąco. W nocy często spać nie mogę i muszę się ratować wentylatorem bo nie mogę wytrzymać z tego gorąca. A jak nie muszę to do popołudnia nie wychodzę z domu żeby jak najbardziej unikać tych upałów.

3. W ostatnich dwóch tygodniach pojawił się też problem ze sklepem mięsnym :) Muszę je omijać szerokim łukiem bo na widok mięsa i wędlin oraz od pomieszania tych zapachów bierze mnie na wymioty. W pierwszej ciąży też tak miałam i trwało to przez 3 miesiące. Także teraz ten rodzaj zakupów musi robić wyłącznie mąż :) Za to sklep rybny to uwielbiam :) Tam mogłabym stać.

4. Głód. Tak dobrze czytacie. Ostatnio często chodzę głodna. Choć jem regularnie to często łapie mnie głód i po prostu muszę coś zjeść bo aż mnie mdli. Zdarza mi się to nawet w nocy. I nic na to nie da się poradzić. Ale jak dobrze sięgam pamięcią za pierwszym razem też tak było i nie trwało to długo.

5. Senność. W pierwszych tygodniach jest naprawdę uporczywa. I o ile w pierwszej ciąży mogłam spać kiedy mi przyszła na to ochota to w drugiej mając w domu 4 latkę już tak dobrze nie jest :)

Inne ciążowe kwestie.

1. Już widzę, że gęstnieją mi włosy. Do tego szybciej rosną. Spodziewam się że znacznie mi urosną. W pierwszej ciąży na początku miałam krótkie włosy ale już na porodówce długie. Aż byłam zdziwiona że urosły tak szybko. 

2. Kilogramy. Jak na razie jest na plusie 1-1,5 kg w zależności od dnia.

3. Biust już urósł o jeden rozmiar. Przy pierwszej ciąży urósł o 3 co mnie bardzo cieszyło. Ale efekt okazał się chwilowy bo po zakończeniu karmienia wrócił mi biust do dawnych rozmiarów.

Jak na razie wszystko idzie niemal tak samo jak w pierwszej ciąży. Czuje się wyjątkowo dobrze. Senność już prawie minęła. Alergia na kosmetyki którą miałam od początku pierwszej ciąży tym razem się nie pojawiła i mam nadzieję że już się nie pojawi bo wtedy uczulało mnie niemal wszystko i to do końca ciąży.
Poczyniłam też już pierwsze ciążowe zakupy. I jak już wszystko do mnie dojdzie to Wam pokażę.
To by było na tyle. W drugim trymestrze pojawi się więcej ciążowych tematów.

Dzisiaj przygotowałam pierwszą stylizację ciążową. Przez najbliższe miesiące tylko takie będą się pojawiać więc będziecie mogli patrzeć jak rośnie mi brzuszek :) Brzuszek już mi całkiem spory urósł i właśnie zaczynam drugi trymestr ciąży. Jako że w ciąży stawiam przede wszystkim na wygodę toteż strój mam bardzo wygodny i taki na luźnie. Nie dorobiłam się jeszcze kompletu ciążowych ciuszków, mam raptem kilka rzeczy i właśnie zaczynam się rozglądać za ciążowymi ubraniami bo co tu ukrywać normalne rzeczy są już przyciasne, a zwykłe spodnie mnie cisną w brzuszek. 



Spodnie z dzisiejszej stylizacji kupiłam niedawno w biedronce za 19,90 zł więc cena była mocno okazyjna. Szczęśliwy traf sprawił że dorwałam ostatnią parę. Bluzkę ze zdjęć mam jeszcze z pierwszej ciąży. Niewiele rzeczy zostało mi po pierwszej ciąży bo większość sprzedałam. Ale nie miałaby ze spodni teraz większego pożytku bo wtedy w ciąży nosiłam rozmiar 44/46 a teraz 40.








Tak więc to ja w 14 tygodniu ciąży. Kolejny post modowy będzie ze stylizacją weselną bowiem w środę idziemy na wesele. I o ile sukienkę wykorzystam starą tzn sprzed 3 lat bo wtedy byłam grubsza i teraz brzuszek ładnie mieści mi się do tej sukienki to z włosami mam problem bo nie wiem jak się uczesać. Trzy lata temu problemu nie było bo miałam króciutkie marchewkowe włosy więc nie było za wiele pracy z fryzurą :) Może ktoś coś poradzi ? 

Wielokrotnie w życiu słyszymy, że czas leczy rany. Dla mnie to nieprawda, czas nie leczy ran lecz jedynie pozwala się z nimi oswoić. Piszę te słowa w 6 rocznicę najgorszego dnia w moim życiu. Wtedy też była sobota, piękny słoneczny dzień. Zanim się skończył 9 sierpnia 2008 roku przeżyłam koszmar okupiony bólem już po kres mych dni. Tego dnia umarł mój ukochany i najwspanialszy tata. Czy coś zapowiadało ten koszmar? Nie. Co prawda od kilku miesięcy chorował i to poważnie ale nawet przez myśl mi nie przeszło że umrze. Jeszcze 3 dni wcześniej obchodził swoje 51 urodziny. Tak młodo umarł i tak niespodziewanie.
Nie będę Wam tu opisywać ze szczegółami tej całej traumatycznej historii. To zbyt bolesne i osobiste.
Mimo, że mija już 6 lat od tego dnia to mnie nadal to boli jak by to było wczoraj. Nigdy nie pogodziłam się ze śmiercią taty. I nigdy się nie pogodzę. Będę za nim płakać i tęsknić już zawsze. Bez względu na to ile minie lat zawsze będę mieć w sercu ogromną ranę. W zasadzie muszę przyznać że im więcej mija lat tym jest mi trudniej bo tęsknota i żal narastają. Kochałam, a raczej kocham tatę ogromnie. Był dla mnie nie tylko tatą ale i prawdziwym przyjacielem. Dzisiaj zostały mi tylko setki wspomnień.




W początkowych kilkunastu miesiącach nawet jakoś lepiej znosiłam żałobę bo moja mama się wtedy załamała i dla niej musiałam być twarda. Dzisiaj obie za nim płaczemy. Jeszcze na dodatek moja córeczka, która nigdy dziadka nie poznała opowiada o nim tak jak by go znała całe życie. Co kilka dni wymyśla nową historię o sobie i dziadku. Nie wiem skąd jej się to bierze, próbowałam jej tłumaczyć żeby tak nie zmyślała ale jak grochem o ścianę. Opowiada o nim tak że jak ktoś nie wiem że dziadek umarł zanim mała się urodziła to nawet by nie zauważył że to co dziecko mówi to nieprawda. Taka jest przekonywująca. A mnie jak słucham jej opowieści łza się kręci w oku bo tak mi szkoda że to co mówi nie jest prawdą.
Dzisiaj jest dla mnie szczególny dzień. Dzień ten jest szczególny z kilku powodów. Ci co obserwują mnie na instagramie czy facebooku już od kilku godzin wiedzą czym się chcę pochwalić w dzisiejszym poście. Zaś ci nieco bardziej spostrzegawczy domyślili się co jest na rzeczy już kilka tygodni temu gdy pisałam Wam o trzech prezentach na 30 stkę Jednak ja chciałam trochę odczekać zanim podzielę się z Wami dobrą nowiną.


No więc żeby już nie przedłużać i jak można wywnioskować ze zdjęcia za kilka miesięcy ponownie zostanę mamą co jest dla mnie fantastyczną wiadomością. Cieszę się z tego faktu ogromnie. Żeby nie było nie tylko ja się cieszę ale i cała rodzinka. Córka już od zeszłego roku nękała nas tym że chce mieć siostrę. I tak się pięknie złożyło że w 30 ste urodziny zrobiłam test, wyszły dwie grube kreski i zapanowała radość. 
Dzisiaj byłam na kolejnej wizycie u lekarza i mam już całkiem wyraźne zdjęcie mojej kruszynki. Tak ładnie już widać buzię mimo, że to dopiero 12 tydzień, a maleństwo ma 6,15 cm. Póki co czuję się tak samo dobrze jak w pierwszej ciąży. Nie wiem co to poranne mdłości takie mam szczęście :) Uporczywa senność już mi przechodzi. Jedynie te straszne upały odczuwam znacznie mocniej czyli gorzej.
Dzień ten jest też dla mnie szczególny, bo dzisiaj urodziny obchodzi mój tato. To znaczy obchodziłby gdyby żył. Za kilka dni bo w sobotę będziemy obchodzić smutną 6 rocznicę jego śmierci. I tak bardzo mi szkoda że moje dzieci nie będą miały okazji go poznać bo tato był fantastycznym człowiekiem. W dzieciństwie zarówno dzieci z rodziny jak i te obce zazdrościły mi tak fajnego taty. A dziadkiem byłby jeszcze lepszym.


Wiem też że ostatnio mało się dzieje na blogu ale jestem jeszcze w trakcie remontu, który zaczął się już przed ciążą i teraz staram się zdążyć ze wszystkim póki brzuszek mi jeszcze nie utrudnia życia.
A o tu ukrywać brzuszek już widać i to całkiem wyraźnie. Na szczęście wagowo tego nie widać bo jak na 12 tygodni to przytyłam tylko 1 kg. Oby i w tym przypadku dopisało mi szczęście jak w pierwszej ciąży.



W związku z tym, że moje życie będzie teraz dosyć mocno zdominowane przez temat ciąży, a potem niemowlaka zastanawiam się nad zmianami na blogu. Moda pojawi się co najwyżej w kwestii mody ciążowej, wiele innych kwestii też zejdzie powoli na bok i nie będę miała o czym tu pisać. Dlatego myślę nad zmianami i szerszym wprowadzeniem tematów parentingowych / rodzinnych. Spodziewam się że na tym stracę ale nie wiem czy ma sens zakładanie osobnego rodzicielskiego bloga bo na dwa blogi czasu na pewno mi zabraknie. Co o tym myślicie? Chcecie poczytać też o ciąży i rodzicielstwie? 
Zapraszam też na mojego instagrama i facebooka gdzie publikuję sporo codziennych zdjęć i nie tylko.



Jeśli na myśl o organizacji urodzin dla kilkulatka wpadasz w popłoch to przeczytaj ten post. Tym bardziej jeśli za organizację urodzin typowo dla dzieci zabierasz się po raz pierwszy. Wierz mi wiem co czujesz :)
Temat urodzin córka wałkowała już na 5 miesięcy przed. Wszak 4 urodziny trzeba godnie uczcić. A im było do nich bliżej tym bardziej wpadałam w popłoch. Dziecko moje jest istotą bardzo towarzyską i niewiele obchodził je fakt że z dużą gromadą dzieci pod dachem mama może sobie nie poradzić. Lista dzieci do zaproszenia coraz bardziej się wydłużała. Mnie w tym czasie ogarniała powoli panika. Matko jedyna z jednym nieraz ledwo sobie radzę. Kilkanaście takich to nie na moje siły. W końcu stanęło na tym że listę małoletnich gości udało się ograniczyć do 10. Uff trochę mi ulżyło. 


Wiem że teraz w modzie jest organizowanie urodzin w salach zabaw czy innych tego typu klubach dla dzieci ale mnie ta opcja nie interesowała bo za taką gromadę dzieci z marnym poczęstunkiem z 400-500 zł musiałabym wydać. A rozrzutna to ja nie jestem :)
Menu urodzinowe w takim wypadku na szczęście nie musi być wyszukane. Przyjęcie miało trwać tylko 2 godziny (więcej mogłabym nie wytrzymać) więc stół suto zastawiony być nie musiał. Starczyły typowo dziecięce przekąski jak cukierki, czekolada, chrupki, ciasta, lody i owoce. Do tego soki i woda. No i oczywiście tort. Pierwszy raz piekłam w dodatku w kształcie serduszka na życzenie solenizantki. Widzicie go na zdjęciu powyżej. W zasadzie to były dwa, jeden na przyjęcie dla rodziny, drugi na kinder bal :)

No dobra ale z tymi dziećmi coś trzeba robić przez te dwie godziny. Pytanie tylko co ? Zaczęłam wyszukiwać zabawy. Miałam ich całą listę. Zrobiłam sobie cały plan działania :) Tak z tym planem czułam się zdecydowanie bezpieczniej. Całe przyjęcie miało się odbyć w dwóch pokojach. Jeden do jedzenia, drugi do zabawy. Usunęliśmy co nieco mebli żeby było więcej miejsca. Balonowe dekoracje zrobiły klimat. 
Przybyły dzieci. Córka w euforii, ja cała w stresie. Było sto lat i tort. Potem na stół wjechały inne urodzinowe przysmaki. Jednak zainteresowanie gości jedzeniem było niewielkie. Ważniejsze były zabawki. Całe szczęście że córka ma ich tak dużo. Zarówno chłopaki jak i dziewczyny szybko znaleźli sobie zajęcie. Ja byłam do niczego niepotrzebna. Pilnowałam tylko żeby mi domu za bardzo nie roznieśli :) Całe towarzystwo dobrze się znało z przedszkola toteż świetnie się sami bawili. Obyło się bez kłótni czy płaczu. Dzieciaki były naprawdę całkiem grzeczne. Kto by się spodziewał :) Na pewno nie ja. Czas przeleciał bardzo szybko i przyjęcie się skończyło. Został tylko do posprzątania ogromny bałagan. Ale najważniejsze było zadowolenie mojego dziecka. Jeszcze długo potem mała przeżywała te urodziny. 

                                   początek zabawy, potem wyglądało jak po wybuchu bomby :)))

Na koniec kilka zasad udanych urodzin:

1. Menu typowo dziecięce. W takim dniu każde słodycze są przecież dozwolone. Poza tym nie przygotowuj tego dużo. Dzieci zajęte zabawą nie myślą o jedzeniu.
2. Dobrze znające się towarzystwo. Wtedy dzieci czują się swobodnie i dobrze się bawią.
3. Duża ilość zabawek (ewentualnie innych atrakcji) U nas niestety pogoda nie dopisała. Ale w ciepły dzień zabawa w ogrodzie byłaby pewnie jeszcze lepsza.
4. Krótki czas trwania imprezy 2-3 godz w zupełności wystarczy. Po tym czasie dzieci mogą być trudne do ogarnięcia :)
5. Mniej więcej taki sam wiek gości i solenizanta. U nas to był przedział 4-6 lat
6. Mniej więcej po tyle samo dzieci danej płci. U nas było dokładnie pół na pół :) Jeden chłopak w gromadzie dziewcząt może czuć się nieswojo.
7. Telefony kontaktowe do rodziców dzieci obowiązkowe! Nigdy nie wiadomo co się wydarzy.
8. Zapewnij też sobie osobę do pomocy. Gdy idziesz do toalety albo do kuchni po kolejny sok ktoś musi mieć dzieciaki na oku. Nigdy nie można zostawić gromady dzieci bez nadzoru. Grozi wybuchem lub kalectwem.
9. Na zaproszeniach koniecznie poinformuj rodziców o czasie trwania przyjęcia. Z ludźmi różnie bywa i ktoś mógłby pomyśleć że może odebrać dziecko o godz 22 a sam w tym czasie skoczyć na kolację i do kina skoro chata wolna :)
10. Jeśli organizujesz urodziny w dniu powszednim to najlepiej w godzinach 16-18. Dzieci będą już po obiedzie,a większość rodziców po pracy. Zaś skończycie przed kolacją i ogólnym zmęczeniem dzieci.
Jeśli imprezujecie w weekend to dobrze jest zacząć o 11 - 13 czyli dzieci są wyspane i po śniadaniu, a skończycie przed obiadem. Czemu tak omijam posiłki? Z doświadczenia wiem że co byście nie przygotowali za posiłek to i tak znajdą się dzieci które będą wybrzydzać. Dlatego lepiej postawić na przekąski i czas pomiędzy posiłkami :)

I jeszcze Wam pokażę sukienkę, którą uszyłam córce na urodziny. Moja pierwsza sukienka z koła.
Uszyta z zasłony kupionej w sh za 3 zł :) Niestety modelka za bardzo nie miała chęci na pozowanie.



More

Google+ Followers

Tyle Was tu było

Translate